..:: ELIXIR | Gry Fabularne(RPG) | Gry Komputerowe(cRPG) | Fantastyka | Forum | Twoje Menu Ustawienia
    ORBITAL MENU
    » Neuroshima
    » Świat
    » Bohater
    » Rozrywka
    POLECAMY

     SZUKAJ
    » Mapa serwisu
>NASZE STRONY
 MAIN
:: Strona Główna
:: Forum
:: Chat
:: Blogi

 GRY FABULARNE
:: Almanach RPG
:: Neuroshima
:: Hard HEX
:: Monastyr
:: Warhammer
:: Wampir
:: D&D
:: Cyberpunk2020
:: Earthdawn
:: Starwars
:: Arkona

 GRY cRPG
:: NWN
:: Baldurs Gate
:: Torment
:: Morrowind
:: Diablo

 FANTASTYKA
:: Literatura
:: Tolkien
:: Manga & Anime
:: Galeria

 PROJEKTY
:: Elcards
:: Chicago

Jerry "Sonar" Cameron


Południowa Hegemonia... Trudne miejsce. Zwłaszcza dla ludzi pokroju Jerry'ego - trochę czubka, trochę romantyka, trochę wszystkiego innego. Cameron do tego nie był za silny, a w Meksyku nie być silnym, znaczy być trupem. Dlatego też już w młodości zapoznał się z działaniem broni krótkiej i długiej, ot tak profilaktycznie. Od Winchestera swojego ojca poprzez Garand'y, Springfield'y, a nawet muszkiety, był też AK 47 ale po pierwszej, nie do końca kontrolowanej serii, Jerry złamał sobie rękę i darował broń automatyczną. W Hegemonii wytrzymał w sumie dziewiętnaście lat, spędzając je na odkrywaniu tajemniczych okolic jego domu, w tym Neodżungli. Ale w tym gościu nie płynęła krew typowego Mexa. Najprawdopodobniej to, w połączeniu z tragiczną śmiercią ojca, wpłynęło na opuszczenie przez niego rodzinnego miasteczka i udanie się na Północ. Wyruszył starym, rozpadającym się pick-up'em jako młody, niedoświadczony, pseudo-kowboy z Peacemakerem. Jakimś cudem dotarł do sporego miasta zwanego Salt Lake City. To miejsce stało się swoistą bazą wypadową dla Jerry'ego, tu się zaopatrywał, leczył i odpoczywał. Nie wiedział w sumie dokąd podróżuje, nie wiedział jaki jest sens tych wszystkich wojaży. Do czasu. Pewnego dnia pech chciał, że paliwo w jego aucie skończyło się w połowie drogi. Co miał biedak zrobić. Wziął wszystko co było mu potrzebne i ruszył szukać cywilizacji. Szedł około trzy dni, gdy zauważył jakąś osadę ludzką. W sumie nie była to typowa osada. Było to coś w rodzaju bazy wojskowej. Dotarł do jednego z posterunków. Po długiej rozmowie ze strażnikiem, uzyskał zezwolenie na wstęp i udzielono mu pomocy medycznej, gdyż Cameron był na skraju wycieńczenia. Pomiędzy kolejnymi badaniami miał szansę zapoznać się z tymi bardziej dostępnymi miejscami bazy. Między innymi garaży. Garaży z dwoma APC w środku. Co jak co, ale technika wyjątkowo fascynowała Jerry'ego. Chłopak postanowił wstąpić w szeregi załogi posterunku. Jako że o ludzi ciężko w dzisiejszych czasach, przyjęto go bez większych problemów. Wyszkolono go, w sumie na własne życzenie, na kierowcę wozu pancernego. Jego służba mijała bez zarzutów, główne misje jakie wykonywał to patrole, w tych pomagała mu jego wysoka percepcja. W czasie dwóch lat dorobił się stopnia kaprala. W dniu, w którym otrzymał awans, tradycyjnie poszedł z kumplami oblać sukces w wojskowej mesie. I właśnie tam coś się stało. Jerry zapomniał o hierarchii, imprezce, pewnie gdyby się go spytać jak się nazywa, to by nie odpowiedział bo i o tym zapomniał. Tak się złożyło, że tego samego dnia awans świętował też inny kierowca, niejaka Liz Washington. Cameron nigdy w sumie nie interesował się tym, co działo się w sąsiednim Terenowym Oddziale Pancernym. Nie widział też Liz, do teraz. Coś poczuł, coś nieporównywalnego, nieporównywalnego do niczego innego, z czym miał do czynienia przez całe swoje życie. Nie czekając, podszedł do dziewczyny i zaczął rozmowę, w sumie udaną, a jeszcze bardziej w tym przekonaniu umocnił Jerry'ego fakt, że na koniec połączonej zabawy dwóch drużyn, na jego policzku wylądował ciepły pocałunek od panny Washington. Chłopak myślał długo i doszedł do wniosku, że opuści swój oddział na rzecz bycia bliżej Liz. Przeszedł, choć nie obyło się bez zgrzytów. Głównie z powodu zdublowania się profesji. Na jeden oddział przypadało bowiem dwoje kierowców. Chcąc być z wybranką serca, Jerry był gotów na wiele ustępstw. Skończyło się tym, że Cameron zrezygnował ze swojej funkcji, na rzecz zdecydowanie mniej fascynującego radiooperatorstwa. Decydując się na ten krok zapewnił sobie miejsce przy Liz. W jego nowej załodze znajdował się jeszcze CKM-ista, Tommy Stone. Facet imponował swoją wyjątkową potęgą, naprawdę wyjątkową. Z początku był zdecydowanie sceptycznie nastawiony do słabowitego laika, radiooperatora, co Jerry'ego wprawiało w niemałe zakłopotanie. Ale po pierwszej udanej akcji, relacje między nimi dwoma uległy poprawie. Przyjaciółmi stali się gdy Sonar, bo tak zaczęto nazywać Jerry'ego gdy zaczął zajmować się radiem, załatwił Tomowi na urodziny „Happy Bridhday to you” przez radiostację. Mijały tygodnie, miesiące, gdy Sonar nie miał już więcej siły ukrywać swojego uczucia do Liz. Przy najbliższej okazji pobiegł do niej i wszystko powiedział. Ku jego zdziwieniu, okazało się, że partnerka z drużyny jest ku Jerry'emu zdecydowanie przychylnie nastawiona. Nowa para nie mogła się cieszyć miłą samotnością długo, ich oddział został wysłany na kolejny patrol. Zwykły, sztampowy, nudny, niemalże podręcznikowy. Do czasu. Juggernautów nie spotyka się często, ale Sonar miał pecha. Już jeden stanowi problem, a co dopiero trzy. Padła natychmiastowa decyzja o odwrocie i ucieczce. Jednak rakieta przeciwpancerna już leciała w stronę APC. Eksplozja rzuciła pojazdem i odwróciła go do góry nogami. Sonar, tak jak reszta, myślał tylko o ratowaniu własnego tyłka. Tak więc Jerry znalazł schronienie pod wrakiem wozu pancernego. Leżał tam około czterech godzin. Nie wiedział co się działo z resztą, ale bał się zarówno o Liz, jak i o Tommy'ego. Gdy wyszedł spod APC zamarł. Obydwoje nie żyli. Został sam. Stracił miłość, przyjaźń i najprawdopodobniej miał teraz stracić życie, bo znajdował się bardzo daleko od posterunku. Szczęśliwie udało mu się złapać stopa „na odbezpieczonego colta przy głowie”. Dotarł do bazy w dwadzieścia godzin. Zdał raport i zaszył się gdzieś w opuszczonym hangarze wojskowym. Od czasu smutnego wypadku na patrolu, Cameron stał się bardzo agresywny, zdarzyło się mu trzy razy celować odbezpieczoną bronią do członków oddziału, w tym raz do oficera. Ten ostatni czyn wpłynął na wysłanie Jerry'ego na przymusowy urlop. W dowództwie powiedzieli mu żeby wrócił jak znormalnieje, bo potrzebują dobrych radiooperatorów, gdyż Sonar stał się mistrzem w swoim fachu. Ale chłopak nie czuł się jak jakiś nienormalny, czuł się opuszczony, stracił miłość. Następnego dnia po Cameronie nie było już na posterunku śladu, wyruszył w świat szukać ukojenia dla trapiących go myśli typu: „A co by było gdyby ona żyła?”. Jego jedynym towarzyszem stała się stara NATO-wska radiostacja Tuberoza 2/01 i Colt M1911A1. Teraz przebywa Stany wzdłuż i wszerz, ostatnio widziano go w okolicach Saint Louis...


Informacje

Imię i nazwisko: Jerry „Sonar” Cameron
Pochodzenie: Południowa Hegemonia
Profesja: Radiooperator
Specjalizacja: Technik
Cechy: Urodzony morderca, Gdzie grają


Budowa 12

Zręczność 14
Pistolety 5
Karabiny 4
Kusza 1

Spryt 15
Elektronika 5
Mechanika 4
Wozy bojowe 4

Charakter 14

Percepcja 15
Nasłuchiwanie 5
Wypatrywanie 1
Czujność 3


Reputacja:
Południowa Hegemonia: 4
Posterunek: 1


Sprzęt:
Letni kombinezon czołgisty (pełny)
Colt M1911A1 (standardowy)
Tuberoza 2/01 (radiostacja)
Flary (4)
Portret Liz


Montechristo.
komentarz[19] |

Komentarze do "Jerry "Sonar" Cameron"



Musisz być zalogowany aby móc oceniać.
© 2000-2007 Elixir. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Designed by Corwin Visual
Engine by Khazis Khull based on jPortal
Polecamy: przeglądarke Firefox. wlepa.pl

Wykryto nieautoryzowany dostęp!!!

   PATRONUJEMY

   WSPÓŁPRACA

   Sonda
   Czy interesują cię raporty z sesji NS?
Tak!
Nie.
A co to?
Musisz być zalogowany aby móc głosować.

   Top 10
   Pasożyty
   Hibernatus (....
   Yakuza
   FATEout
   Legia Cudzozi...
   Pistolet Maka...
   Łowca - dzień...
   Neuroshimowe ...
   Śpiąca Królew...
   Bo kto umarł,...

   Statystyki
userzy w serwisie:
gości w serwisie: 0

   ShoutBox
Strona wygenerowana w 0.015431 sek. pg: